„Trzeba umrzeć mężnie”?
Termopile polskie, reż. Jan Klata, Teatr Narodowy w Warszawie

fot. Karolina Jóźwiak
W cieniu wojny
Spektakl zaczyna się w chwili przekroczenia progu Teatru Narodowego. Każdy, kto przechodzi przez drzwi, musi podeptać wizerunek Władimira Putina. Potem w foyer, na wyłożonych marmurem ścianach, spostrzegamy graffiti, murale, transparenty, obrazy, wpisujące się w interwencję artystyczną Kraj (obrazy) wojny Bartłomieja Kiełbowicza, mające – jak czytamy w komentarzu do wystawy – „wytrącić widzów z bierności”. Stanowią one zarazem prolog do Termopil polskich Tadeusza Micińskiego, które Jan Klata wybrał na inaugurację dyrekcji w Teatrze Narodowym.
Termopile polskie, napisane w latach 1913–1914, przez długi czas uchodziły za dzieło niesceniczne. Dramat po raz pierwszy wystawiono w 1970 roku w Teatrze Wybrzeże w adaptacji Stanisława Hebanowskiego oraz reżyserii Marka Okopińskiego. Potem sięgali do niego, między innymi: Krystyna Meissner, Maciej Prus, Ryszard Major, Krzysztof Babicki. W roku 2014 w Teatrze Polskim we Wrocławiu Termopile zrealizował Jan Klata. Spektakl był wówczas traktowany jako komentarz do aneksji Krymu przez Rosję. Dziś reżyser powraca do młodopolskiego tekstu, a przekaz płynący z ponad trzygodzinnego przedstawienia ma poruszyć czułą strunę współczesności i zburzyć spokój publiczności. Klata prowokuje, drażni sumienia, budzi narodową świadomość, otwiera oczy na performans rozgrywający się od blisko czterech lat za naszą wschodnią granicą, w którym giną żywi ludzie.
W Termopilach Miciński przedstawia kronikę wydarzeń historycznych, które doprowadziły do upadku pierwszej Rzeczpospolitej. Akcja przenika się z biografią księcia Józefa Poniatowskiego, będącego protagonistą dramatu. Tekst Micińskiego określa się jako „teatr mrącej głowy”, bowiem główny motyw stanowią retrospekcje pojawiające się w głowie bratanka ostatniego króla Polski, tonącego w nurtach Elstery podczas bitwy pod Lipskiem w 1813 roku. Miciński pokazuje różne frakcje polityczne i postawy, wpływające na los Rzeczpospolitej. Kogo tu nie ma: Stanisław August Poniatowski, caryca Katarzyna, kniaź Patiomkin, hetman Rzewuski, Ksawery Branicki, Ignacy Potocki, Stanisław Potocki, Szczęsny Potocki, marszałek Małachowski, Hugo Kołłątaj, generał Zajączek, Aleksandr Suworow, Bartosz Głowacki, Tadeusz Kościuszko, Kazimierz Pułaski, Amerykanie i wiele, wiele innych postaci.
Tekst Micińskiego liczy ponad dwieście stron. Żeby myśleć o jego realizacji, trzeba ciąć, skracać i odrzucać. Klata w sposób istotny ogranicza liczbę postaci, wybiera z tekstu wątki, które pasują do ułożonej przez niego narracji. Historia dziejąca się dziś, teraz, na naszych oczach nasuwa analogie z wydarzeniami opisanymi przez Micińskiego. Żyjemy wprawdzie w innym czasie, ale niefortunne położenie geograficzne determinuje przeklęty los Polski i Polaków. Nie ma od niego ucieczki.
Reżyser rozpoczyna przedstawienie od prostego i mocnego obrazu. Zaorane, puste pole. Pobojowisko, nad którym unosi się bitewny pył. Nic więcej. Tylko tyle i aż tyle. Justyna Łagowska odwołuje się do wymownego znaku. Rozbrzmiewa ogłuszająca, wciekła muzyka zespołu Gruzja, rozsadzająca mury narodowej sceny. Za chwilę pojawią się dwie postaci. Jedną z nich jest Wita (Anna Grycewicz). Autor określa ją jako „Vita Nuova”, „Wiosna Polska – Życie Nowe” i widzi w niej nadzieję na odwrócenie fatum wiszącego nad naszym narodem. W spektaklu grająca tę rolę Anna Grycewicza przypomina wieszczkę, pogrążoną w kasandrycznym transie, na jednym tonie wyrzucającą z siebie przepowiednie. Towarzyszy jej Witołd (Arkadiusz Pyć), kojarzący się z wizerunkiem Małego Powstańca, który mówi: „Matko, ja oszaleję. Jedno oko mam już martwicą zajęte. […] Kula armatnia oderwała mi nogę, resztę jej odciął chirurg swą piłą”. Klata z dialogu między Witą a Witołdem wybiera niewielki fragment, wystarczający, żeby pokazać okrucieństwo wojny. Reżyser przywołuje też pamięć o powstaniu warszawskim, którego ocena nie jest jednoznaczna. Przez jednych traktowane jako otoczony kultem bohaterski zryw, symbol heroizmu, przez innych jako klęska, która doprowadziła do bezsensownej ofiary tysięcy cywilów i powstańców oraz zrównania z ziemią Warszawy. W tle odbijają się echem powstania i zrywy narodowe Polaków, wraca pytania o ich zasadność. Szczególnie dziś, kiedy żyjemy w cieniu innej wojny.
Polski teatr śmierci
Protagonistą Termopil Micińskiego jest książę Józef Poniatowski. W spektaklu bratanka ostatniego króla Polski gra Karol Pocheć. Pojawia się na scenie, ciągnąc za sobą szkielet konia. „Błądzę – na granicy tego i tamtego świata” – mówi, co wskazuje na status postaci, pozostającej w niejasnej przestrzeni między życiem i śmiercią. Szalony pęd myśli w głowie tonącego księcia Pepi przyjmuje postać wizji, w których przewija się korowód widm odsłaniających kolejne akty historii upadku Rzeczpospolitej.
W realizacji Klaty na pierwszy plan wysuwa się Stanisław August Poniatowski. Jest postacią znacznie ciekawszą od swego bratanka – skomplikowaną, tragiczną, mającą do rozwiązania dylematy, które nie pozwalają się łatwo rozstrzygnąć. W tej roli widziałam Jerzego Radziwiłowicza, występującego na zmianę z Janem Fryczem. Aktor świetnie pokazuje rozdarcie ostatniego króla Polski, doświadczającego bolesnej konfrontacji między powierzoną mu misją i jej fiaskiem zdeterminowanym politycznymi ograniczeniami. W jego ujęciu to człowiek słaby, uginający się pod ciężarem władzy, ale też świadomy swej bezsilności i braku sprawczości. Kiedy ostatni król Polski po raz pierwszy pojawia się na scenie, to z trudem dźwiga na ramionach płaszcz, ciągnący się niemal w nieskończoność. Wspomina, że założył Teatr Narodowy i wybudował Łazienki, ale robi to siedząc na małym stołeczku, który przed chwilą rozłożył. Rola głowy państwa go przerosła tak, że w rezultacie staje się marionetką w rękach carycy Katarzyny, pewnie stawiającej kroki na polskim pobojowisku. Stanisław August ubrany w różową paczkę, czyli typowy strój baletowy, tańczy, jak mu zagrają. Radziwiłowicz wykonuje odważny gest, na który nie każdy aktor byłby w stanie się zdobyć. Oglądamy kolejną wyjątkową i bardzo wymagającą rolę wielkiego aktora.
Caryca Katarzyna (Danuta Stenka) wkracza na scenę w monstrualnej, upiętej na stelażu sukni, która zagarnia niemal całą szerokość sceny. Kostium Mirka Kaczmarka doskonale obrazuje osobowość rosyjskiej władczyni absolutnej, u której imperialistyczne ambicje idą w parze z perwersyjnymi upodobaniami i nieposkromionym popędem seksualnym. Żeby go zaspokoić trzeba… drużyny hokeistów. Dlatego spod sukni carycy wyłania się w pewnym momencie grupa kochanków-lokajów w charakterystycznych uniformach. Katarzyna Wielka przypomina zmutowane monstrum, od którego wieje grozą, a jej wisielcze poczucie humoru znajduje jednego odbiorcę. Partneruje jej kniaź Patiomkin (Oskar Hamerski) dorównujący monarchini w okrucieństwie i bezwzględności. Faworyt carycy obraca jej ambicje w czyn, realizując zachcianki imperatorowej. Tworzą duet doskonały, świetnie się uzupełniający, stanowiący materializację namacalnego, realnego zła.
Na tym tle blado wypadają polscy bohaterowie narodowi. Tadeusz Kościuszko (Cezary Kosiński) ubrany w chłopską sukmanę, ale w kowbojskim kapeluszu i pasujących do niego butach, wydaje się groteskową amerykańsko-polską mutacją. Z innego narodowego symbolu – Kazimierza Pułaskiego, który walczył u boku Jerzego Waszyngtona w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych i zginął w wieku zaledwie trzydziestu czterech lat – zostaje w spektaklu tylko sam szkielet.
Miciński rozpisał narodowe misterium na chór wielu głosów, różnych opcji politycznych, które doprowadziły do klęski Rzeczpospolitej. Dziś podobnie obserwujemy ścieranie się sił dobra i zła, a rezultat tej walki jest niepewny. W realizacji Klaty są sceny słabsze, ciągnące się zbyt długo i gubiące rytm, ale i takie, które wbijają w fotel, obliczone na silny efekt, otwierając oczy na to, co może się wydarzyć. Należy do nich ostatni obraz. Warto czekać na finał.
„Co ma być, to będzie”
Książę Józef Poniatowski kilka razy powtarza, że „Trzeba nam wszystkim umrzeć mężnie”. Ten passus wraca jak refren i nie daje spokoju. W ustach widma skazanego na wieczną wędrówkę, ciągnącego za sobą szkielet konia, słowa te brzmią jak skompromitowany frazes. Bratanek ostatniego króla Polski staje się figurą uosabiającą ideał polskiego żołnierza, dla którego obrona ojczyzny, nawet kosztem własnego życia, jest najważniejszym obowiązkiem. Dziś postawa ta w obliczu wojny, która przetacza się przez Ukrainę, w obliczu tak wielu ofiar i tragedii ich bliskich, w obliczu obróconych w gruzy miast, domaga się zrewidowania.
Klata zostawia nas z wieloma trudnymi pytaniami, na które nie ma ani dobrej, ani łatwej odpowiedzi. Jak powinniśmy się zachować, kiedy przyjdzie i nam wybierać? Co znaczy dziś odpowiedzialność za ojczyznę? Czym jest honor? Jakie zająć stanowisko: wyjechać czy zostać? Uciekać czy stać się mięsem armatnim historii? Umrzeć mężnie czy mądrze przeżyć? Gdzie jest właściwa miara między powinnością podjęcia walki a postawą nakazującą zachowanie zdrowego rozsądku? Co jest ważniejsze: życie jednostki czy zbiorowa misja?
PS Pragnę zwrócić uwagę na bardzo dobrze przygotowany, kompleksowy program do spektaklu. Znajdujemy w nim kilka ciekawych tekstów, między innymi, Teatr mrących głów Michała Mizery, Formalne wartości dzieł Micińskiego Stanisława Ignacego Witkiewicza czy Who is Who Jana Jerzego Sowy, czyli spis wybranych postaci historycznych występujących w Termopilach polskich, który ułatwia widzowi poruszanie się po meandrycznym dramacie. Jeśli czegoś mi brakuje, to kalendarium dotychczasowych realizacji Termopil polskich.
<p class="text-align-right">07-01-2026</p>
Teatr Narodowy w Warszawie
Termopile polskie
Tadeusz Miciński
Reżyseria, adaptacja i opracowanie muzyczne: Jan Klata
Scenografia i reżyseria światła: Justyna Łagowska
Kostiumy: Mirek Kaczmarek
Choreografia: Maćko Prusak
Projekcje wideo: Natan Berkowicz
Obsada: Jan Frycz/Jerzy Radziwiłowicz, Anna Grycewicz, Oskar Hamerski, Robert Jarociński, Mateusz Kmiecik, Cezary Kosiński, , Kamil Mrożek, Paweł Paprocki, Karol Pocheć, Marcin Przybylski, Arkadiusz Pyć, Danuta Stenka, Adam Szczyszczaj, Paweł Tołwiński
Muzyka na żywo – zespół Gruzja w składzie: Bartosz Lichołap, Mateusz Maryjka/Kamil Staszałek/Piotr Gruenpeter, Artur Rumiński, Patryk Rzeszutek
Premiera: 22 listopada 2025
Termopile polskie, reż. Jan Klata, Teatr Narodowy w Warszawie
Oglądasz zdjęcie 4 z 5














